Zielona dzicz. Tyle lat trzeba było czekać, by osiągnąć stan panoszenia się roślinności. Wcześniej było tu dyniowe poletko ze szpalerem włoskich orzechów. Z posadzonych przeze mnie drzew i krzewów, pozostało tylko to, co radzi sobie z mocnymi przeciągami, mrozem, nornicami i kretami, stadkiem saren z młodym jelonkiem na czele, bez tęsknoty za mną. Poza zielonym w różnych odcieniach i białym, innych barw się tu nie doświadczy. Nie lubię ogrodowej pstrokacizny. Czasem tylko pojawi się błękit albo fiolet, i tylko teraz, wiosną. A niedługo zakwitną lipy... :o)
13 May 2011
11 May 2011
09 May 2011
07 May 2011
Subscribe to:
Posts (Atom)














