Showing posts with label projekt INDIGO. Show all posts
Showing posts with label projekt INDIGO. Show all posts

11 May 2011

fiołki i magnolia












malowała Grażyna Narwojsz
farbami akrylowymi na wydmuszce jaja gęsiego
wysokość 12cm, średnica 7cm
 

09 May 2011

tulipany i jabłoń














malowała Grażyna Narwojsz
farbami akrylowymi na wydmuszce jaja gęsiego
wysokość 12cm, średnica 7cm

hortensja i bratki












malowała Grażyna Narwojsz
farbami akrylowymi na wydmuszce jaja gęsiego
wysokość 12cm, średnica 7cm

19 February 2011

projekt INDIGO [ceramics]



Zabrakło mi sił, by opisać zdjęcia w poprzednim poście. To miejsce moich wakacji, ferii. Na drugim zdjęciu, tuż nad łódką po drugiej stronie jeziora widać pomost. Tam się płynęło wpław, albo szło po grubym lodzie, tu się łowiło węgorze cienkie jak sznurówki, grube jak ramię... różne. Tu były raki. Jego lewym brzegiem goniło się krowy z pastwisk w lesie. Potrafiły zaleźć w szuwary, aż trudno było je stamtąd wyprowadzić. Do tego jeziora pewnej burzowej nocy wpadł dzwon z wieży kościółka stojącego na wzgórzu. Podobno się odzywa... Szukali go nurkowie, ale nic nie znaleźli. Pisała o tym Jadwiga Tressenberg, nauczycielka miejscowej, maleńkiej szkółki, żona leśniczego. Marysiu, nigdy nie bałam się tej wody... ale chyba żadnej wody nigdy nigdzie. Chociaż kiedy napisałaś o mętnej wodzie, zobaczyłam bagna z Władcy Pierścieni, kiedy Frodo i Sam podążali do Mordoru. Cierpliwie czekam na wiosnę, na powrót ŻURAWI. One zawsze wracają. W dzień jest mi bardzo zimno, pewnie to też kłopoty różnej maści na to wpływają, człowiek wtedy czuje się słabszy. Zawsze wcześniej niż inni odczuwam przesilenia, jesienne już pod koniec sierpnia, wiosenne teraz w lutym. Do pasmanterii dotrzeć jakoś nie mogę, a już naprawdę czas, bo z dziećmi w szkole zaczęłam hafty krzyżykowe, trzeba byłoby towarzystwo w ładne kolory muliny zaopatrzyć. Ewo, jeśli tylko podobają Ci się moje jajka, proszę, nie mam nic przeciwko, inspiruj się :o) Niedługo przygotuję post dotyczący malowania jaj w łupinach cebuli, ale do tego potrzebuję tym razem czerwony atrament. A jeśli nie dostanę, będę zmuszona ponownie użyć czarnego lub granatowego. Granatowego nie polecam do barwienia. Zmiesza się z żółcią łusek cebulowych i wyjdzie zielonkawe tło - nie za piękne. A rysunki... to Amelii walentynkowe ilustracje. Zrobiłyśmy z nich wspólnie projekty talerzy na garden party.








Amelia od maleńkości przejawiała wszelkie skłonności do dziwactw. Na przykład: noszenie nadmuchanych pływaczków po mieście, albo chodzenie po domu w kasku rowerowym itp. Zresztą podobnie zachowywała się moja uczennica Kamila, urodzona tego samego dnia. Potrafiła siedzieć na lekcji w czapce i za nic w świecie jej nie zdjęła. Ciekawe czy pamięta ;o) Tego samego dnia urodził się Antonio Gaudi, to wiele tłumaczy... hehehe... To zdjęcie bodajże sprzed 5 lat :o))) 




15 February 2011

projekt INDIGO [eggs]


Coraz bliżej do wiosny, do Świąt Wielkanocnych... Chodziły mi po głowie od dłuższego czasu, aż w końcu zakupiłam akrylowy lakier w sprayu w kolorze chromu, kawałeczek dekoracyjnej taśmy z koralikami do firan i zasłon, resztę miałam. Jeden wieczór, jedno popołudnie przy Amelii odrabiającej z bólem lekcje i są. Lepsze byłyby gęsie wydmuszki, ale skąd ja je wezmę. A teraz wracam do pracy. Do zobaczenia wkrótce :o)







10 September 2010

projekt INDIGO [flowers]




Mój wczorajszy, nocny wyrób na podsumowanie dnia :o) Środek kwiatu zdobią granaty. 

07 September 2010

projekt INDIGO [flowers]


Musiałam. Przepraszam, jeśli tym kogokolwiek obraziłam. Na przedjesienną chandrę, powracającą depresję to jest najlepsze - znajdywanie co dnia "czegoś" dzięki czemu "przeżywamy" do dnia następnego. I tak dalej... i tak dalej... Nadal mówić mi się nie chce, dzwonić, pisać, zwierzać. No cóż... ten "typ" tak ma. Hm... Za oknem nadal leje i z tego co widzę, na nic innego się nie zanosi. Zapomniałam, że mam ogród... zresztą tuż za płotem San nadal przybiera na sile. No co tam patrzeć? Jak przemyka pomiędzy wygryzionymi przez bobry kikutami wierzb? Ale uśmiecham się i ... wytracając czas czekam :o)




12 July 2010

hot summer



Zamiast firan... szczególnie teraz, kiedy za oknami żar leje się z nieba,
do mojej kuchni wpada światło przepuszczone przez kotarę
z pozszywanych ze sobą szydełkowych kwiatów różnej wielkości.


Solejrolia rozesłana (Soleirolia soleirolii) potocznie nazywana "dziecięce łzy" (Babies tears)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails